Jeśli byłeś ostatnio na zakupach, z pewnością Twojej uwadze nie umknął dużo wyższy rachunek niż zazwyczaj. Nic w tym dziwnego. Według danych inflacja w sierpniu wyniosła 5,4%, a to może być dopiero początek.

Prawda jest taka, że 5,4% to wartość uśredniona, a w różnych sektorach różnie rosną ceny. Chyba najwięcej, bo aż o 28% wzrosły ceny paliwa (LPG aż o ponad 40%). Kierowco – jak zawsze – płacz i płać. To z kolei wymusza wzrost cen żywności, odzieży – bo towar trzeba jakoś przywieźć do sklepu.

Jeśli dodać do tego, że ponad połowy cen paliwa stanowią podatki i opłaty – od razu widać, komu więcej wpadło do kieszeni. Już wiadomo, skąd pieniądze na podwyżki uposażeń i wynagrodzeń w sejmie.

W górę bez opamiętania

Koszty utrzymania mieszkań również poszły w górę o prawie 6%. Potwierdzą to głównie mieszkańcy stolicy, którzy już krocie płacą za śmieci i ścieki. A sporo z nich spłynęło przez uszkodzoną oczyszczalnię Czajka do rzeki i płynęło przez pół Polski. Uff.. aż się cieszę, że dane mi jest mieszkać z daleka od Warszawy.. I wiecie – nie przenoście nam stolicy. 🙂

Podobnie jest z żywnością. Drób poszedł o prawie 7% w górę. Mąka – o ponad 5%. Wiadomo, że wzrost cen mąki pociąga za sobą kolejne podwyżki cen produktów, które zawierają mąkę. O warzywach i owocach nie wspominam w ogóle. Powódź i susza zrobiły swoje.

To dosyć smutna litania – a to dopiero początek i skromne przykłady. Zresztą – co będę Ci dużo mówić. Płacisz to wiesz o ile mniej zostaje Ci w kieszeni.

Paragony grozy od dzisiaj w każdym mieście

Paragony grozy to już nie tylko domena nadmorskich miejscowości. Wszyscy chcą odrobić pandemiczne straty – najczęściej kosztem klientów. Podam Ci przykład.

Od lat kupuję jeden model spodni w Decathlonie. Po prostu lubię w nich trenować. Są wygodne, zawsze były dobrej jakości. Tuż przed pandemią kupiłam dwie pary. Zapłaciłam 39,99 zł za parę.

Po otwarciu sklepów poszłam się zaopatrzyć (na wszelki wypadek) w jeszcze jedną. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam cenę 59,99 zł za parę. No nic.

Pomyślałam sobie – ok, pandemia, zamknięte sklepy, musi iść w górę. Tyle jeszcze mogę zapłacić. Miesiąc temu, szukając czegoś, zerknęłam na cenę i tym razem szczękę zbierałam sprzed sklepu. Te same spodnie – 89,99 zł. Dwa lata – i poszły w górę dwukrotnie.

A jakość – no cóż, te ostatnie rozpadły się po miesiącu. Były za to z ekologicznej bawełny. Więc ekologicznie musiałam wrzucić je do kosza, bo już nie dało się z nimi nic zrobić.

Początek czy koniec inflacyjnej ruletki?

Specjaliści (no może poza prezesem NBP) twierdzą, że ta inflacja to dopiero początek i trzeba przygotować się na jeszcze gorszy scenariusz. W końcu wraz z pakietem klimatycznym ceny energii mają zanotować dwucyfrowy wzrost. Pesymiści twierdzą, że pójdą w górę o 100%. Jestem w stanie w to uwierzyć.

A wtedy? Możesz sobie wyobrazić, jak poszybują ceny wszystkiego.

Jednak nie gorączkuj się aż tak. W końcu premier twierdzi, że co prawda inflacja przekroczyła 5%, ale też wynagrodzenia rosną o ok. 10%. Teraz zadam Ci ważne pytanie. Czy faktycznie zarobiłeś o 10% więcej niż rok temu?

O ile więcej zarobiłeś w tym roku?

Nie mówię tutaj o dodatkowych zleceniach, nadgodzinach i małych chałturach, którymi dorabiasz po pracy. Mówię o podstawowym wynagrodzeniu. Jak to jest? Siedzisz 8 godzin w firmie za 10% więcej kasy?

Powiem Ci szczerze, rozmawiałam z wieloma osobami. Potwierdziły, że zarobiły więcej, ale dlatego, że podjęły dodatkową pracę, po godzinach i w weekendy. Bo przecież jeśli ktoś do tej pory żył od pierwszego do pierwszego – teraz musi przeżyć za tyle samo przy rosnących cenach.

Wzrost średniej krajowej o 10% nie dotyczy mikroprzedsiębiorstw, firm zatrudniających mniej niż 9 osób, emerytów, rencistów i budżetówki. Okazuje się, że obecną średnią krajową czyli 5852 zł brutto zarabia w Polsce mniej niż połowa pracowników. Czyżby więc premier śmiał się nam w twarz?

„Kulisy zarabiania na bankach” – bezpłatny poradnik w formie wywiadu

Poznaj historię Basi Kuklicz, która w promocjach bankowych zdobyła 6 580 zł i dwa telefony komórkowe. Niech jednak nie zwiedzie Cię lekkość przekazu i swobodna forma wywiadu. W jego trakcie pada tak wiele konkretnych wskazówek i podpowiedzi, że na ich podstawie można by napisać kilkanaście merytorycznych artykułów.

Gratis otrzymasz specjalny plik Excel ułatwiający zapanowanie nad promocjami.

.

A co z oszczędnościami?

Oszczędności w Polsce to są zwyczajne jaja. Dosłownie. I tu już nie ma się z czego śmiać. NBP na razie coś smutno przebąkuje o podwyżce stóp procentowych. Prezes Glapiński twierdzi, że nie chce tym zabić wzrostu gospodarczego, a tak naprawdę chodzi o to, by państwo mogło taniej zadłużać się na rynku.

Oprocentowanie lokat już nie istnieje. Wiele banków wycofało nawet z oferty lokaty terminowe, bo dawały wręcz oprocentowanie ujemne. Inwestycje w akcje i fundusze w tak niepewnych czasach to ruletka. Podobnie jak kryptowaluty. Można sporo zyskać, ale trzeba wiedzieć, jak inwestować.

Pieniądze leżące w bankach tracą na wartości. Polacy w bankach trzymają ok. biliona złotych. W tym roku mają mniej o 54 miliardy złotych, bo o tyle zmalała siła nabywcza tych pieniędzy.

Z wydawanych przez nas pieniędzy, więcej niż połowa trafia do budżetu w postaci podatku, akcyz i VAT-u. Jest więc kasa na nowe programy socjalne.

Nasze oszczędności topnieją w oczach. Co z nimi zrobić, aby mniej tracić?

Szturm na nieruchomości

Gdzie więc Polacy lokują pieniądze? W nieruchomościach. Kupują mieszkania, czym napędzają ich ceny. I koło się zamyka. Wydaje się, że w tym momencie to jedna z niewielu słusznych inwestycji – nieruchomość, która może na siebie zarabiać.

Słyszałam ostatnio, ze doszło do tego, że mieszkania są sprzedawane na licytacjach, osiągając niebotyczne sumy. Kupujący biorą „jak leci”, byle nie trzymać pieniędzy w banku.

Polacy są zadowoleni

Większość Polaków jest jednak zadowolona. Widzą rosnące ceny, jednak świadczenia społeczne, jak 500 plus, 13 i 14 emerytura robią swoje. To jednak krótkowzroczne. Wystarczy spojrzeć, o ile mniej kupimy za te pieniądze.

Dodatkowo obietnice związane z Polskim Ładem zaciemniają obraz inflacji. Skoro premier obiecał obniżkę podatków, zwiększenie stopy wolnej, dodatkowe pieniądze na dzieci – to kto przejmowałby się inflacją?

Zadowolenie z życia w 2020 roku Żródło: CBPS News

A jak dołożymy sytuację na wschodniej granicy z Białorusią – wyraźnie widać, jak uwaga zostaje zupełnie odwrócona. W takiej sytuacji łatwiej nam zaakceptować rosnące ceny bez mrugnięcia okiem. „Płacz i płać” – i jakoś to będzie.

Czy można walczyć z inflacją?

Teoretycznie – nie. Trudno odstawić na dobre samochód, zamknąć się w domu i przestać jeść. Przerabiamy to od półtora roku z marnym skutkiem.

Praktycznie – są sposoby, aby zminimalizować, albo chociaż zmniejszyć wpływ inflacji na nasze portfele. Ja stosuję kilka trików:

#Po 1. Korzystaj z promocji

Każdy market czy dyskont ma swoje promocje. Warto czytać gazetki i korzystać z nich. Po prostu kupować taniej. Ostatnio znalazłam udka z kurczaka za 2,99 zł za kilogram. Kupiłam więcej i zamroziłam – dzięki temu przez jakiś czas nie muszę płacić regularnej ceny – już teraz ponad 10 zł za kilogram.

Markety mają też karty stałego klienta. Do niedawna się przed nimi broniłam teraz zakładam wszystkie, jak leci. Z kartą część rzeczy jest tańszych, są też specjalne promocje. Wszystkie karty mam zeskanowane na telefonie.

#Po 2. Dla dużych rodzin jest taniej

Jeśli masz kartę dużej rodziny (seniorzy posiadający min. trójkę dzieci też mogą ją założyć!), korzystaj z niej.

W Lidlu, Carrefourze, na niektórych stacjach benzynowych część produktów jak warzywa, owoce, makarony, mąki czy środki czystościowe są tańsze, nawet o 10%. Uwierz, taka zniżka robi różnicę.

#Po 3. Kupuj tyle, ile potrzebujesz

Wciąż jesteśmy liderami w wyrzucaniu jedzenia. Całe siatki, kilogramy żywności lądują w koszu. A to przecież pieniądze, które możesz przeznaczyć na coś innego.

Jeśli nie możesz czegoś zjeść – nie kupuj lub zamróz i przechowaj bezpiecznie. Zbyt ciężko pracujesz, aby wyrzucać pieniądze.

#Po 4. Jeśli nie musisz używać auta – zostaw go

Paliwo, korki, drogie parkingi – nie ma w tym tajemnicy, że kierowcy najbardziej obrywają przez inflację. Jeśli nie musisz gdzieś brać samochodu – nie rób tego. Możesz zrobić sobie spacer lub podjechać komunikacją – dzięki temu sporo zaoszczędzisz.

Jeśli już musisz autem, a masz możliwość wybrać porę – unikaj godzin szczytów, porannych i popołudniowych korków.

#Po 5. Dorabiaj w promocjach bankowych

Nie musisz się bardzo wysilać, a zawsze wpadnie parę groszy, bez podatku. Co prawda inflacja część zeżre, ale zawsze coś zostanie. W końcu lepiej mieć parę złotych, niż nie mieć nic, prawda?

Które promocje są teraz na topie? Poniżej moi faworyci:

Może kasa z promocji bankowych nie zrekompensuje Ci rosnącej inflacji w całości. Plus jest taki, że to pieniądze wolne od podatku, więc wara państwu od nich. Są Twoje. Wydasz je na co chcesz.

A inflacja? No cóż. Pozostaje liczyć na resztki rozsądku Rady Polityki Pieniężnej, której głównym celem jest utrzymywanie stabilnej inflacji.

Wyższe stopy procentowe to droższe kredyty. Warto jednak pomyśleć, co kosztuje nas więcej – rata kredytu czy galopującą inflacja, którą bardzo trudno jest zatrzymać?