Kiedy parę lat temu Robert pisał na blogu o nadchodzącym kryzysie, wielu czytelników traktowało ten artykuł jako… jakiś rodzaj science-fiction. Jak scenariusz, który raczej się nie spełni.

Bo jak to, zerowe stopy procentowe, kredyty rozdawane na lewo i prawo, władza uśmiechała się z telewizorów, o Covidzie nikt nic nie wiedział, inflacja prawie zerowa – a my straszymy kryzysem.

Gdyby można było cofnąć się w czasie, pewnie więcej osób by posłuchało. A teraz co? Dwucyfrowa inflacja, ceny galopują, bo już nie rosną, kolejne towary znikają z półek, odmawiamy sobie wyjazdów na wakacje i z coraz większym strachem myślimy o zimie.

Czy jest w ogóle jakieś światełko w tunelu? Na szczęście, tak! I za chwilę pokażę Ci kilka sposobów, jak przetrwać ten nadchodzący czas i nie zwariować.

Przede wszystkim – zachowaj spokój

Jakkolwiek mało pocieszająca to rada, kiedy wszyscy wokół straszą, jednak pamiętaj – panika i nerwowe działania to Twój najgorszy wróg. W telewizji trąbią, że nie ma cukru w sklepach. Pomyśl – ile cukru tak naprawdę zużywasz w ciągu miesiąca-dwóch.

Jeśli nie robisz przetworów, nie masz uli z pszczołami, które trzeba karmić, nie jesteś domorosłym cukiernikiem – może kilogram, może dwa. No max trzy. Więc jak usłyszysz, że czegoś brakuje, nie biegnij od razu do sklepu, wykupując wszystko, co jest.

Takie braki to prawie zawsze wynik medialnej nagonki (sezon ogórkowy, więc o czymś muszą mówić) i naszej paniki. Jeśli bardzo się boisz, kup dwa razy tyle, ile używasz zazwyczaj. Na wszelki wypadek. Ale na Boga, na co Ci 20 kilo cukru czy 30 kilo mąki? 🙂

Pierwsza zasada na dzisiaj – nie panikuj. Działaj racjonalnie. Staraj się trzeźwo oceniać sytuację. Jeśli wiesz, że potrzebujesz czegoś dużo, zrób zapasy. Jeśli to tylko zapasy dla zapasów – po co mrozić pieniądze?

Pamiętasz jak było na początku pandemii? Cały świat ruszył po papier toaletowy, zupełnie tak, jakby głównym objawem covid była obfita biegunka. I co? Covid się skończył, papieru dzięki Bogu dla wszystkich wystarczyło. Teraz będzie podobnie.

Po drugie – nie oglądaj tyle telewizji

To najgorsze, co możesz zrobić. Skakać po kanałach, sprawdzać, co gdzie powiedzą. Twój mózg zaczyna wariować. Od nadmiaru bodźców po prostu tworzy jakieś niestworzone historie. Jeśli chcesz być na bieżąco, ogranicz się do jednego serwisu informacyjnego dziennie. Nie więcej.

Jeśli jakaś informacja jest Ci powtarzana wielokrotnie, mózg sobie ją utrwala. Wtedy zamiast myśleć i analizować, łykasz wszystko jak pelikan. Wystarczy, że będziesz mniej więcej wiedział, co się dzieje. Tak, żeby móc ewentualnie zareagować. Nie karm się niepotrzebnie tym, co Ci szkodzi.

Wyłącz telewizor i zamiast karmić się papką, wyjdź na słońce. Korzystaj z końcówki lata. Nie możesz wyjechać na wakacje, sprawdź, co możesz odkryć w swoim mieście i bliskiej okolicy. Być może to nie Egipt ani Kreta, ale zapewniam Cię, jest wiele mieście blisko Ciebie, w których możesz odpocząć, zrelaksować się i zrobić piękne zdjęcia.

Zaprzyjaźnij się z listą zakupów

Prawie wszystkie sklepy, które ostatnio odwiedziłam, przeszły metamorfozę. Chodząc między alejkami stwierdziłam, że olej nie stoi już w tej samej alejce, co kiedyś i jakoś tak… wszystko zmieniło swoje miejsce.

Wiesz, czemu tak jest? Sklepy co jakiś czas (a w czasie kryzysu zwłaszcza), przemeblowują wszystko, abyś nie chodził na pamięć, tylko błądził po alejkach, w które zazwyczaj nie zaglądasz. Po co? To proste. A nuż wpadnie Ci do głowy, że taka ładna filiżanka tu stoi… i kupisz.

Aby temu zapobiec masz dwie opcje. Pierwsza to lista zakupów. I srogie pilnowanie, aby nic spoza listy nie dostało się do koszyka. W ten sposób intuicyjnie stajesz się odporny na przemeblowania, promocje, kosze wyprzedażowe i inne triki sprzedawców.

Druga opcja to zamówienie zakupów z dostawą do domu. Wiele marketów już oferuje tę opcję, nawet w mniejszych miastach. To już w ogóle jest dobre dla rozrzutnych. Nie masz okazji włożyć do koszyka nic spoza listy, bo wyszukujesz tylko poszczególne produkty. Po drugie – ktoś przyniesie Ci zakupy pod drzwi, więc nie musisz jeździć (oszczędność paliwa), nosić (kręgosłup Ci podziękuje) i tracić czasu.

Dzięki temu ograniczasz zbędne wydatki. Bo nie oszukujmy się, bez względu na wysokość pensji czy posiadanych środków, na samo życie wydajemy ok. 60% tego, co mamy. A co z resztą? No właśnie… na coś poszło..

Acha, jeszcze jedna rada. Jeśli chcesz uniknąć zbędnych wydatków, raczej zrezygnuj z zakupów z dziećmi! Nie będą dokładać słodkości i drobiazgów do koszyka. Dzięki temu unikniesz awantur i fochów przy kasie, a Twoje konto nie zmniejszy się niepotrzebnie.

Schyl się po pieniądze, które leżą na ulicy

Dodatek węglowy, gazowy, 300 plus, pięćset plus, paliwo plus, wakacje kredytowe. Czy warto z tego skorzystać? Oczywiście, to są pieniądze które leżą na ulicy i należy się po nie schylić.

Potem warto nadpłacić swój kredyt lub odłożyć je na konto oszczędnościowe, zamiast przejeść. I tak to my wszyscy, jako podatnicy, zrzucamy się na te pakiety pomocowe, bo rząd nie ma przecież swoich własnych pieniędzy.

Skoro więc wszyscy za to płacimy, warto uszczknąć cokolwiek dla siebie. Co ważne, jak dostajesz pieniądze z bonów, wakacji kredytowych, jest pokusa, aby od razu je wydać. Powstrzymaj się. Pomyśl, że to jednorazowe akcje. Rząd nie będzie rozdawał w nieskończoność. Odłóż na czarną godzinę.

Jak dają to bierz

Od ponad 3 lat codziennie opisujemy promocje, w których każdy, bez względu na to, ile zarabia, ile ma lat i w jakiej jest sytuacji, może miesięcznie dostać od banków kilkaset złotych, czasem nawet więcej…

Tak właśnie jest z promocją Pekao SA. Za założenie konta i kilka płatności kartą dostajesz na czysto 300 zł. I możesz wziąć je już teraz:

Myślisz, że każdy z tego korzysta? A skąd. Są czytelnicy, którzy w ten sposób dorabiają. Mają na ekstra wydatki albo w ten sposób gromadzą oszczędności. Inni doszukują się dziury w całym.

Zamiast szukać problemów tam, gdzie ich nie ma, po prostu bierz jak dają. Nie musisz od razu zgarniać 2 tysięcy. Zacznij od drobniejszych kwot. 300 zł od Pekao jest jak znalazł na początek.