Odkąd pamiętam towarzyszył mi lęk. Przestrzeń budziła lęk. Wysokość – jeszcze gorzej. Kombinacja tych dwóch skutecznie utrudniała życie. Gdy moi koledzy w szkole szli na wieżę podziwiać widoki – ja czekałam na dole.
Kiedy pojechałam z klasą w góry – po wejściu na szczyt dostawałam ataku paniki. Nauczyłam się z tym żyć. Po prostu omijałam wszystko, co mogłoby aktywować we mnie paniczny strach. Jeśli nie czułam twardego gruntu pod nogami – nie szłam dalej. Drabina? Mycie okien? Wyjście na balkon powyżej 1. piętra? Marzenie ściętej głowy.
Mało tego – zawsze słyszałam “jak się boisz, to nie idź”. “Nie rób tego, bo to niebezpieczne”, “nie musisz się wspinać”. Akceptowałam to. Myślałam sobie “Tak mam, to po prostu nie dla mnie”.
Studiowanie w Krakowie, blisko gór, nie pomagało. Wszyscy jeździli na narty, w góry – dla mnie zupełnie to było poza zasięgiem. Po co miałam jechać, skoro wiedziałam, że po prostu nie dam rady?
Tak było do czasu…
Pewnego dnia obudziłam się z myślą “mam dość, chcę jechać w góry”. Myśl niecodzienna jak na mnie. Że ja? Że co? Sama siebie dyscyplinowałam i powtarzałam “po co? I tak się boisz wyjść wyżej niż na Krupówki”.
Jednak pragnienie uwolnienia się było silniejsze. Poczułam, że mam dość życia w lęku. Że omija mnie tyle cudownych rzeczy, że nie wykorzystuję w pełni swojego potencjału. Że tyle przygód mi ucieka. Że mogłabym podziwiać te wszystkie piękne widoki nie tylko na zdjęciach. Że może w końcu te narty…
Pojechałam. Zaczęłam od bezpiecznych tras po dolinkach. Tam, gdzie szczyty widać z daleka. I wsiąkłam. Doświadczenie spotkania z samą sobą. Adrenalina. Cudowni ludzie spotykani po drodze.

Było ciężko. Każde większe wzniesienie to walka. Nogi jak z waty. Widoki piękne, ale jakim kosztem. Czy warto? TAK!
Wiedziałam że warto. Że chcę wyżej i więcej. Poczułam jak wiele straciłam karmiąc swój lęk przez te wszystkie lata. Jak wiele wschodów i zachodów słońca w górach, tęczy, słońca i śniegu. Spektakularne widoki, kolory. Zapach skał i górskiego lasu. Zakochałam się. I chciałam więcej.
I w górę
Dolinki przestały wystarczać. Zaczęłam mieć apetyt na tatrzańskie szczyty. Walka ze sobą, z lękiem, wchodzeniem pod górę. Już stojąc na Kasprowym Wierchu czułam lęk. Z jednej strony przepaść – z drugiej – przepaść. Tyle przestrzeni, która przeraża.
I jak tu pójść wyżej? Przecież to gwarantowana śmierć. Mój mózg pracował na wysokich obrotach i próbował mnie przekonać, że bycie na takiej wysokości to najgorszy możliwy pomysł. Głosy pojawiające się w mojej głowie to wszystkie czerwone lampki oraz bardzo wyraźne:

I te głosy z zewnątrz:
“Ty w góry? Życie Ci zbrzydło?”
“Po co Ci to? Mało masz w Krakowie atrakcji??
“Po co w te góry jeździsz? Góry są po to, żeby je oglądać na zdjęciach”.
Prawda jest taka, że kiedy zaczynasz zmieniać swoje życie, wszyscy zaczynają mieć na ten temat swoje zdanie. Po co to robisz. dlaczego się zmieniasz. Przecież było dobrze…ano nie było, skoro może być lepiej. Tym razem te komentarze nie zablokowały mojego potencjału.
W oczach moich znajomych i rodziny oszalałam i dążyłam do samozagłady. W moich oczach – zaczynałam żyć w pełni.

Wiedziałam, że jakiś hardkorowy atak na wysokie szczyty nie wchodzi w grę. Do gór mam niesamowity szacunek i respekt. One nie wybaczają błędów. Wiedziałam, że sama tego nie zrobię, dlatego poprosiłam o pomoc przewodnika.
To było to..
I to było to. Ten niezwykle doświadczony, mądry człowiek powiedział jedno zdanie, które zostało mi w głowie na zawsze “Ten lęk jest tylko w Twojej głowie.” To prawda. A jako istoty rozumne panujemy nad swoimi myślami i lękami. Na linie, śledząc jego kroki nie czułam żadnego lęku. Było inaczej, niż myślałam. Nie było ataku paniki. Był absolutny zachwyt, mimo że cel nie został do końca osiągnięty. Za to pojawił się apetyt na więcej i wyżej.

I ta wolność, której nic nie zastąpi. Nie mam poczucia, że muszę zdobyć od razu wszystko, iść na najtrudniejszy szlak, ryzykować. Wolę metodę małych kroków. Terapię ekspozycyjną. Stopniowe nabieranie wysokości i doświadczenia.
Wiem jedno – było warto. Ilekroć ktoś mówi Ci “jeśli się boisz, to nie rób tego”, ja powiem “Rób, bo ten lęk jest tylko w Twojej głowie, on nie jest realny”. Zachowaj zdrowy rozsądek i działaj. Wszystko warte jest poczucia, że przełamałeś strach, osiągnąłeś nawet mikro sukces i żyjesz pełnią życia.
Lęk dopada nie tylko w górach
Pewnie zastanawiasz się, czemu takie dywagacje, czemu mają służyć i co mają wspólnego z promocjami bankowymi? W końcu promocja to nie szczyt do zdobycia. A jednak!
Obserwując reakcje naszych czytelników widzę, jak wielki strach jest w osobach, które może chciałyby wziąć udział w jakiejś promocji, dostać te kilka stówek albo jakiś fajny gadżet, ale…no właśnie. Od razu pojawiają się głosy:
“To lipa. To nie dla Ciebie”
“To na pewno jakieś oszustwo, trzymaj się z daleka”
“Nie ma nic za darmo, lepiej nie sprawdzać jak to działa”
“Na premię trzeba czekać pół roku, to nie ma sensu”
“Ta karta kredytowa to dzieło szatana, wpadniesz w długi, będziesz mieć komornika”
Nie! Jesteś! Bezpieczny!
Brzmi znajomo? A tak naprawdę to są głos osób, które boją się bardziej niż Ty. Które nigdy nie spróbowały i nie wiedzą, jak to jest żyć bez lęku. Mało tego, są tak owładnięte własnym strachem i zawiścią, że rozgłaszają o tym wszem i wobec, bo może i Ty uwierzysz i przepadnie Ci premia. Nie słuchaj komentarzy blokujących Twój potencjał.
Jak się nie pogubić biorąc udział w kilku promocjach jednocześnie?

Pamiętanie o warunkach wielu promocji jednoczesnie, może przyprawiać o ból głowy. Łatwo pominąć jakiś szczegół i stracić okazję na premię od banku.
Aby rozwiązać ten problem, zaprojektowaliśmy specjalny plik Excel. Wpisujesz do niego parametry promocji i wszystko masz w jednym miejscu. To proste i niebywale skuteczne. Teraz możesz pobrać go za darmo, oszczędzając ok. 2 godziny swojej pracy.
Nikt nie każe Ci od razu skakać na głęboką wodę i brać udziału w najtrudniejszych promocjach, takich “dla wyjadaczy”. Możesz zacząć spokojnie. Od jednej promocji. Takiej najprostszej.
Masz przewodnika, który poprowadzi Cię po linie do premii. Nie musisz nawet przedzierać się przez regulaminy. Bo to nasza robota. A jak będziesz mieć wątpliwości albo problem – pomożemy.
Pamiętaj, że każda podróż, również ta na szczyt, rozpoczyna się od pierwszego kroku. Dopóki nie zrobisz tego kroku, wciąż siedzisz w fotelu, narzekając i myśląc o tym “co by było gdyby”. Zrób tak, aby wykorzystać swój potencjał. Ten blokujący lęk jest tylko w Twojej głowie.
Jako Twój przewodnik po promocjach bankowych rekomenduję którąś z tych trzech. One są obecnie najłatwiejsze. Idealne na start, na wykonanie pierwszego kroku na szczyt:



Dodaj komentarz