Jest lipiec. Pogoda w Polsce nieprzewidywalna jak co roku… na szczęście, w głowie mam już tylko obraz zagranicznego słońca, plaży i drinka z palemką… Ale zanim wszyscy ruszymy w tym roku na wakacje, dobrze jest się do nich dobrze przygotować – i to nie tylko zabierając krem z filtrem, ale też pod względem bankowym.

Przez ostatnie lata nie ruszałem się za granicę bez Revoluta. Fintechowy hit dawał mi to, czego potrzebowałem: dobre kursy walut, ładną apkę i poczucie kontroli nad wydatkami.

Ale czasy się zmieniają – i w całej swojej otwartości – muszę przyznać, że w tym roku pojadę na wakacje z inną kartą…

Za co ceniłem (i nadal cenię) Revoluta?

Nie oszukujmy się – Revolut był (i wciąż jest) wygodny. Kiedy kilka lat temu wszyscy odkrywali, że można płacić za granicą bez przepłacania za przewalutowania, Revolut był jak objawienie.

To były czasy, w których z wypiekami na twarzy testowałem pierwsze transakcje w euro i przeliczałem, ile właśnie zaoszczędziłem względem tradycyjnych banków, a nawet względem lokalnych kantorów. Możesz sobie wyobrazić grymas frustracji na mojej twarzy, kiedy raz zapomniałem w aplikacji GooglePay zamienić mojej standardowej Polskiej karty na Revoluta i bez zastanowienia przyłożyłem telefon do terminala.

Z perspektywy czasu, to nawet zabawne, jak kilka złotych dodatkowej opłaty potrafiło popsuć mi nastrój na resztę dnia… Wszystko chciałbym najlepiej i optymalnie 😎 Nic nie może się zmarnować 😈

Revolut nadal jest świetny bo:

  • Ma darmowe przewalutowania – w tygodniu, do określonego limitu.
  • Pozwala na łatwą kontrolę wydatków – od razu pokazuje, gdzie, kiedy i ile zapłaciłem. To wygodne, szczególnie, jeśli żadne płatności się nie mieszają, bo nie używam go na co dzień.
  • Ma kartę fizyczną i karty wirtualne – te drugie stosuję przy płatnościach online u mniej zaufanych dostawców aby mieć pewność, że dane mojej karty nigdzie nie wyciekną.
  • Gwarantuje szybki dostęp do zarządzania kartą i środkami – szczególnie przydało mi się to, kiedy w Bangkoku zgubiłem kartę i w 5 sekund mogłem ją zablokować zanim ktoś zaczął wydawać moje pieniądze.

Ale…
…trzeba też przyznać uczciwie, że te wszystkie przewagi, które od lat oferuje Revolut, nie są już przewagami. Banki nadgoniły i (co dobre, dla nas konsumentów) jadąc na wakacje naprawdę mamy szeroki wybór.

Szczególnie jeśli na wymarzone rodzinne wakacje jedziemy gdzieś daleko – nie chcemy się wtedy martwić Revolutowym limitem przewalutowań (5000 zł w podstawowym pakiecie) i karnymi opłatami za jego przekroczenie, czy śmiesznie niskim limitem (800 zł) darmowych wypłat pieniędzy z bankomatów.

Zatem, co w zamian?

Zdecydowałem, że w tym roku, zamiast Revoluta, na wakacje jedzie ze mną karta i Konto Przekorzystne z Banku Pekao S.A.

Kontrowersyjny wybór? Mam ku temu kilka solidnych argumentów:

  • Tak samo jak w Revolucie mam tutaj darmowe przewalutowania po korzystnym kursie Mastercard, ale nie muszę martwić się “karnymi limitami”.
  • Kiedy będę potrzebował gotówki w podróży, to mam 2 darmowe wypłaty z bankomatu w Polsce, a za granicą bez limitu pod warunkiem spełnienia określonych warunków – bez żadnego limitu kwotowego, więc jeśli za pierwszym razem wypłacę za mało, to mogę spokojnie “z górką” wypłacić przy kolejnym podejściu.
  • W aplikacji Pekao24, wygodnie kupię e-winiety na autostrady w: Bułgarii, Czechach, Słowacji, Słowenii, Szwajcarii i na Węgrzech.
  • Dzięki aktualnej promocji dla nowych klientów, mogę podpiąć kartę do obrączki płatniczej i dokonywać płatności bez wyciągania telefonu z kieszeni – i bez pokazywania go lokalnym kieszonkowcom.
  • Również dzięki aktualnej promocji dla nowych klientów, otrzymam 5% zwrotu kosztów związanych z podróżowaniem, a takie dodatkowe parę złotych po wakacyjnych wydatkach, zawsze się przyda.

To właśnie ten zestaw – wielowalutowa karta, brak opłat i wygodna apka – sprawił, że Bank z Żubrem jedzie ze mną na urlop zamiast Revoluta.

Nie bez znaczenia jest również ten wewnętrzny “spokój ducha”, że w razie problemu – mogę zadzwonić na infolinię i jak człowiek do człowieka, szybko wyjaśnić każdą sytuację.

A jakie jest Twoje podejście?

Nie twierdzę, że Revolut to zło – wręcz przeciwnie, to nadal bardzo użyteczne narzędzie, ale już mniej rewolucyjne niż lata temu… A obecna, wakacyjna promocja w Banku Pekao S.A. to świetna okazja dla wielu osób, aby w tym roku sprawdzić czy tuż pod samym nosem, nie mamy w Polsce rozwiązań równie dobrych – i jeszcze na tym zyskać dzięki zwrotowi 5% płatności zagranicznych.

Zestaw (konto + karta) od Banku Pekao S.A. może dać szczególnie dużo spokoju i przewidywalności, jeśli planujesz dalekie, bardzo kosztowne podróże, w których limity Revoluta mogłyby ograniczyć Twoją radość z wakacyjnego wypoczynku.

To jak? Udało mi się Ciebie przekonać do przetestowania tej alternatywy? Daj znać w komentarzu!

Może Ci się spodobać: