Zaufanie naszych czytelników jest dla nas ważne. BARDZO WAŻNE. Praktycznie od pierwszych dni przyświeca nam zasada, aby pracować wytrwale, by kiedyś w przyszłości, swoimi czynami, zasłużyć na zaufanie czytelników.

A zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że o zaufanie w dzisiejszych czasach trudno. Szczególnie w internecie, kiedy zobaczyć się możemy co najwyżej na zdjęciu albo na video. W internecie, w którym nie można się dotknąć, spędzić ze sobą czasu, przegadać całą noc opowiadając “historię życia”, ani poznać wzajemnie swoich wartości…

Napisałem nawet w jednym z poprzednich artykułów pt. “100 rzeczy, których o nas nie wiecie” takie słowa:

“W końcu jesteśmy dla siebie „tylko” ludźmi z internetu. Niby się nie znamy. Wódki razem nie piliśmy…”

Należę jednak do tych osób, które jak sobie coś wymyślą to wytrwale dążą, by to osiągnąć… Niektórzy mogliby powiedzieć, że jestem uparty jak osioł, ale zostańmy jednak przy tej wytrwałości 🙂

No więc, ja sobie wymyśliłem zadanie z tym zdobyciem zaufania czytelników i tak dumałem nad tym. Dumałem i dumałem, aż wydumałem.

Pomyślałem, że skoro nikt w internecie mi nie uwierzy na słowa “ej, no weź mi zaufaj” to mógłbym skorzystać z zewnętrznej firmy certyfikującej, takiej z wieloletnim stażem, która dumnie powie “ten człowiek jest godny zaufania”.

Jak pomyślałem, tak zrobiłem, znalazłem firmę, która certyfikuje ślicznymi dyplomami pod hasłem “Laur Zaufania”, wypełniłem zgłoszenie i czekałem na rezultat “prześwietlenia mojej firmy”.

Nie napiszę tutaj, że siedziałem cały w nerwach obgryzając paznokcie… Wręcz spodziewałem się, że wszystko pójdzie gładko. W końcu od lat jestem uczciwym partnerem w interesach.

Cała procedura trochę trwała i ostatecznie 7 grudnia 2019 r. zostaliśmy dumnymi posiadaczami certyfikatu “Laur Zaufania”:

Ja wiem… Nie jest to tak prestiżowe osiągnięcie jak zdobycie chociażby nagrody “Blog Roku”, którą mogą się pochwalić najbardziej poczytni blogerzy.

Tylko wiesz… mi tak właściwie na prestiżu nie zależy. Wcale, a wcale. Mi na ludziach zależy. Skupiam się na tym, żeby być pomocnym, żeby publikować wartościowe treści i ułatwiać ludziom zarabianie na promocjach bankowych, w których jestem od lat zakochany…

Ja wiem, że to tylko zwykły certyfikat. Ja wiem, że dla wielu osób on nic nie znaczy.

Jednocześnie wierzę głęboko, że będzie on dla Ciebie takim symbolem zaangażowania z naszej strony. Że będzie takim trochę “pierwszym wrażeniem”, po którym stwierdzisz “Okej, dam im szansę, poczytam o co chodzi w tych promocjach bankowych”.

A jeśli chcesz sprawdzić, jak faktycznie działają te promocje, zerknij na naszego e-booka:

“Kulisy zarabiania na bankach” – bezpłatny poradnik w formie wywiadu

Poznaj historię Basi Kuklicz, która w promocjach bankowych zdobyła 6 580 zł i dwa telefony komórkowe. Niech jednak nie zwiedzie Cię lekkość przekazu i swobodna forma wywiadu.

W jego trakcie pada tak wiele konkretnych wskazówek i podpowiedzi, że na ich podstawie można by napisać kilkanaście merytorycznych artykułów.

Kliknij, aby przeczytać >>

W zasadzie o nic innego nie proszę. Na niczym innym mi nie zależy. Wiem, że nasza jakość się obroni, że uczciwe analizy pomogą Ci podejmować dobre decyzje, że pasja jaką mamy do tego tematu zarazi Cię pozytywnie i zaczniesz tak jak my zarabiać na promocjach bankowych.

Jestem pewien, że na to prawdziwe zaufanie sobie u Ciebie zasłużymy konkretnymi czynami, a nie certyfikatem.

Może Ci się spodobać: