Kampania wyborcza dopiero zaczyna się rozkręcać. Niestety – tym razem idzie w najgorszym z możliwych kierunków.

W zasadzie żadna z partii politycznych (może poza Konfederacją) nie przedstawiła konkretnego programu wyborczego, żadnego planu na ratowanie gospodarki, ulżenie przedsiębiorcom i tym, którym chce się jeszcze cokolwiek robić po 8 latach ograbiania przez państwo i łupienia nowymi daninami.

Karuzela populizmu

banklovers_800-plus

Za to na niespotykaną skalę rozkręca się spirala wielkich obietnic. Bez względu na to, czy spojrzysz w prawo, w lewo czy przed siebie – wszędzie obietnice. Darmowe autostrady, 800 plus, darmowe kredyty lub mieszkania, babciowe, dziadkowe, 16 emerytura, kwota wolna od podatku w wysokości 60 tyś zł i tak w nieskończoność.

Wydaje się, że to nie całkiem źle. Wydaje się. Bo wiesz jaka jest prawda? To Ty zapłacisz za realizację tych programów. Z własnej kieszeni. W podatkach bezpośrednich lub pośrednich (jak choćby w tzw. “podatku inflacyjnym”).

Zazwyczaj nie bawię się w debaty polityczne, bo nie jestem politologiem, ale ekonomistą. Poza tym wiadomo – każdy ma inne preferencje i uwarunkowania i takie debaty kończą się często jednym – kłótnią, poczuciem żalu i oburzenia. I nie o politykę tu chodzi, tylko o Twoją kieszeń. Natomiast trudno przejść bez komentarza wokół ostatnich propozycji, które już na starcie wydają się kuriozalne.

Nowy banknot 800 złotowy

banklovers_800-plus

Po ogłoszeniu przez prezesa waloryzacji programu Rodzina 500 PLUS na Rodzina 800 PLUS nie milkną złośliwości internetowe. Trudno się dziwić. Program nie spełnił w najmniejszym stopniu swojego celu, jakim było zwiększenie dzietności. Za to coraz częściej słyszymy, że zmarło jakieś maltretowane dziecko, a patologia kwitnie.

Oczywiście są wyjątki – rodzice którzy faktycznie inwestują w dzieci fundując im naukę języków czy zajęcia sportowe. Ale nie oszukujmy się – ten program to zachęta do niepodejmowania pracy, czerpania nienależnych zysków i często fundowania sobie coraz większych ilości używek.

A że akcyza w górę, wódka drożeje to cyk – 500 plus zamienia się na 800 plus. Ponoć ma powstać też nowy banknot 800 złotowy – z wizerunkiem matki karmiącej.

Nie tak dawno na profilu znajomego znalazłam taki mem, który podsumował, że 2 dzieci i jest spłacona rata kredytu. Pojawił się tam też komentarz, że banki powinny uwzględniać zdolność kredytową w dzieciach.

Z tym może być problem, bo świadczenia tego typu nie podlegają egzekucjom komorniczym, więc raczej nici z tego. Na szczęście.

Druga strona sceny politycznej nie pozostaje dłużna – chce wprowadzenia wyższych świadczeń już od czerwca, a nie od nowego roku.

Padły też inne propozycje, jak 13 i 14 emerytura na stałe, bezpłatne kredyty, babciowe i inne. Każdy z tych programów zjada dziesiątki miliardów złotych z budżetu, ale jeszcze nie to jest najgorsze.

Ty za to zapłacisz

banklovers_800-plus

To jest najgorsze – zapłacisz za to szybciej niż myślisz. Przede wszystkim dołożenie pieniędzy ot tak, dużej grupie społecznej prowadzi do wzrostu konsumpcji (masz więcej kasy to więcej wydasz). Więcej pieniędzy w portfelu nie oznacza większego dobrobytu tylko wyższe ceny.

Wzrasta konsumpcja, więc rośnie popyt. Aby zaspokoić popyt musi być podaż. To prawdopodobnie doprowadzi do wzrostu cen. Przy i tak silnej presji inflacyjnej, mega wysokiej inflacji bazowej to nie jest dobry prognostyk…

Druga opcja – wyższe podatki

banklovers_800-plus

Obecny rząd jedną ręką rozdaje, a drugą zabiera dwa razy tyle. Premier przekonuje, że stać nas na nowe programy socjalne, min. przez dalsze uszczelnianie podatków. Liczba wprowadzonych przez ostatnie lata podatków przyprawia o zawrót głowy.

Jak zaznacza Łukasz Bernatowicz prezes ZP Business Centre Club:

Finanse publiczne nie są w stanie równowagi, nie wypracowują żadnych nadwyżek, które można by wykorzystać na pokrycie nowych wydatków, a uszczelnienie systemu podatkowego w zasadzie się dokonało. Kolejne tego typu inicjatywy to będzie już jedynie dokręcanie śruby przedsiębiorcom.

To właśnie – zdaniem premiera – jest “uszczelnianie podatków”. Ale nie tylko przedsiębiorcom. Rząd co rusz przemyca kolejne daniny – zazwyczaj po cichu i bezszelestnie. Tak jak podatek od zrzutek, który wciąż nie został rozstrzygnięty, czy podatek od sprzedaży używanych rzeczy. Całkiem nieźle wyszedł też podatek cukrowy.

Nie łudź się więc, że dostaniesz coś za darmo. Jak mawiała Margaret Thatcher:

“Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy.”

Już szukasz obierek i korzonków?

banklovers_800-plus

W tym wszystkim najbardziej tragiczne jest nie tyle obiecywanie przez rząd, ile to, że nie ma instytucji, która chciałaby zahamować tę niebezpieczną spiralę. Teoretycznie to NBP odpowiada za utrzymanie poziomu inflacji w celu. W teorii też bank centralny powinien być niezależny i kontrować kretyńskie pomysły rządu.

A jak jest? Znienawidzony zwłaszcza przez Frankowiczów (ale głównie przez ekonomistów) stand-uper Glapiński dawno już zrezygnował z niezależności banku centralnego.

Mało tego, doprowadził do sytuacji kuriozalnej na skalę światową – że bank centralny trzeba chronić przed jego własnym prezesem. Jak mówi prof. Andrzej Wojtyna, wieloletni członek Rady Polityki Pieniężnej:

Sygnały płynące w ostatnich dniach z NBP wskazują, że zamiast zwołać pilne posiedzenie Komitetu Stabilności Finansowej, który zająłby się oceną zagrożeń dla równowagi makroekonomicznej i makrofinansowej w Polsce, prezes Adam Glapiński za priorytet uznaje dalsze ograniczanie konstytucyjnych uprawnień członków RPP i konsolidowanie swej monopolistycznej pozycji w NBP. Nie chodzi tu tylko o jego ego czy osobiste ambicje w odniesieniu do instytucji, ale o wkład w utrwalenie władzy PiS. Ewenementem na skalę światową staje się więc konieczność chronienia niezależności banku centralnego, jako apolitycznej instytucji mającej dbać o stabilność cen, przed działaniami jej własnego prezesa.

Pomijając już język wypowiedzi prezesa Glapińskiego, stwierdza on, że “inflacja powinna już lecieć na łeb, na szyję”, a chwilę potem peroruje: “Czy w połowie 2021 roku to była jakaś straszna drożyzna i nędza i ludzie pod mostami ogryzali jakieś łupiny ziemniaków?”

I to jest moment, kiedy brakuje słów na komentarz. Takiego lekceważenia obywateli, takiej buty i podłości władzy nie było od czasów słynnego PRL. Co prawda cechuje nas zaskakująco duża tolerancja na koszty inflacji w postaci spadku realnej wartości dochodów i oszczędności oraz silnych efektów redystrybucyjnych. Jednak pytanie – na ile wystarczy tej cierpliwości?

A mogło być inaczej

banklovers_800-plus

W momencie kiedy kraj jest zagrożony militarnie, magazyny amunicji i broni świecą pustkami, a budżet jest obciążony większymi wydatkami na obronność – to na pewno nie jest czas na rozdawnictwo i luzowanie polityki fiskalnej.

To czas na zadbanie o własną gospodarkę i tych, którzy najwięcej wrzucają do wspólnego garnka – przedsiębiorców. To czas na innowacje i inwestycje, bez których firmy i cała gospodarka staje się coraz mniej konkurencyjna.

Zamiast stymulować popyt i konsumpcję, lepiej byłoby te miliardy wykorzystać do stymulowania podażowej strony gospodarki.

Jednak to program bardzo mało popularny. W mózgach przepranych serialową papką i tubą propagandową trudno jest odnaleźć tych, którzy by poparli taki program. A jednak. Może któraś z partii postawi na takie rozwiązania?

Chcesz więcej takich treści? 

Jeśli chcesz regularnie otrzymywać praktyczne i pożyteczne treści na swoją skrzynkę, zapraszam Cię do naszego newslettera:

.

Może Ci się spodobać: