Wyzwania zawsze mnie ciekawiły jako forma dążenia do celu. Powstało wiele memów podpisanych zdaniem “potrzymaj mi piwo” lub w amerykańskiej wersji z pewnego znanego sitcomu “challenge accepted”.
Zazwyczaj dążymy do udowodnienia czegoś sobie lub innym, w tym nie zawsze mądrych rzeczy. Możemy rzucić wyzwanie komuś, ale możemy też samemu sobie. I ta wersja najbardziej mnie ciekawi, bo od wielu lat jest to jedna z moich form wewnętrznej motywacji. Jeśli mądrze skonstruujemy wyzwanie, to może nam przynieść tylko pozytywne skutki 🙂
Jakie cechy powinny mieć dobrze zaplanowane wyzwania?
- nie mogą być za długie, żebyśmy nie zdążyli się zniechęcić, ale też nie za krótkie, bo zmiany potrzebują więcej czasu;
- muszą być realne do spełnienia, ale ambitne;
- cel musi być dokładnie określony, żeby w trakcie wyzwania nie kombinować “co autor (czyli ja) miał na myśli”
Świetnie realizuje się takie “zawody” w parze lub jeszcze większej ilości osób. I nie zawsze trzeba zrealizować cel w 100%, żeby być z siebie dumnym. Na ten przykład podam Ci challenge krokowy, który wymyśliliśmy wraz z przyjaciółmi w 2020 roku. Naszym celem było zrobienie połowy miliona kroków w miesiąc.
Ostatecznie udało się to tylko jednej osobie, ale wszyscy byliśmy z siebie niesamowicie dumni (łącznie ze mną, gdzie miałam najmniej kroków ze wszystkich, ale za to pobiłam swój życiowy rekord na 40 318 kroków w jeden dzień. Oto urywek z naszej tabeli:
Ta zabawa skłoniła nas z mężem w roku 2022 do podjęcia wyzwania przejścia pieszo od niemieckiej granicy do francuskiej przez Luksemburg. Przeszliśmy 60,70km i była to jedna z fajniejszych przygód. Wtedy znów pobiłam swój dzienny rekord krokowy 🙂
W tym artykule chciałabym Ci przedstawić różne rodzaje wyzwań, które przy okazji pozwolą Ci trochę zaoszczędzić. Ten wstęp miał Ci pokazać, że wszystko może być dobrą zabawą, wystarczy tylko pozytywne podejście i dużo chęci. Ważne, żebyś sam wierzył w to, co chcesz zrobić. Żeby cel był dla Ciebie ważny.
Gdybym kiedykolwiek postawiła sobie za cel przejechania X kilometrów na rowerze (wiedząc jak bardzo nie lubię tej aktywności), to nigdy nie osiągnęłabym tego celu, bo od początku by mi się nie podobał. Przeczytaj więc poniższe wyzwania i sprawdź, czy przy którymś czujesz flow 🙂
Wyzwanie #1 – nie wydaję pieniędzy na ubrania
Zaczęłam od takiego najczęściej spotykanego w internecie. Zazwyczaj spotykałam się z rokiem bez zakupów i szczerze mówiąc, od razu czułam bunt. Ale jak to? Rok? Przecież nie wiem czy nie przytyję, a może bardzo schudnę? Albo kurtka zimowa mi się zniszczy?
Jestem osobą, która lubi być na wszystko przygotowaną, więc wizja braku możliwości przygotowania mnie przytłoczyła. Pomyślałam więc: a co jakby tak zacząć małymi krokami? Na przykład miesiąc? A może ktoś czuje się na siłach żeby wyzwanie trwało długość jednej pory roku?

Okres trwania jest do ustalenia, samo założenie jest proste: nie kupuj żadnego ubrania przez wyznaczony przez siebie czas. Dobrze jest wtedy ograniczyć wypady do centr handlowych, bo marketingowcy sieci odzieżowych doskonale wiedzą, co robią. Kuszące witryny, świetne promocje 2+1 gratis, wyprzedaże poprzednich kolekcji. Kuszą kolorami, cenami, sposobem rozmieszczenia produktów na wieszakach czy półkach.
Prawda jest taka, że większość z nas ma w domu zdecydowanie za dużo ubrań. Wykorzystaj to jako okazję do przeglądu swojej szafy, odkrywania nowych kombinacji ubrań i ograniczenia nadmiaru. Możesz również rozważyć wymianę lub pożyczenie ubrań od znajomych.
O korzyściach finansowych nie muszę wspominać, bo to oczywiste. Nie kupujesz – nie wydajesz. Możesz jedynie zaoszczędzić pieniądze oraz ogrom czasu, który spędziłbyś na buszowaniu w sklepie (czy to fizycznym czy tym online).
Wyzwanie #2 – nie wydaję pieniędzy na jedzenie na mieście
Zobowiąż samego siebie do gotowania i jedzenia posiłków wyłącznie w domu. Tutaj sytuacja jest podobna do wyzwania ubraniowego – nie rzucaj się od razu na długi okres, jeśli wiesz, że możne to być dla Ciebie za trudne.

Weź pod uwagę takie wydarzenia jak fakt, że za 3 miesiące znajoma ma okrągłe urodziny i pewnie wylądujecie potem na mieście albo stwierdzisz, że upał to idealny moment na odpoczynek w pięknej kawiarni i wypicie mrożonej kawy. Gdy wyzwanie rzucasz sobie w zimie, to łatwiej pomyśleć, że damy radę przez lato.
Dlatego pomyśl o okresie, który wydaje Ci się optymalny. Jeśli bardzo często jesz na mieście, to już tydzień może być dla Ciebie wyzwaniem?
Ja proponuję miesiąc. Wybierz taki, w którym wiesz, że będzie Ci najłatwiej – ja w tym momencie myślę najbardziej o zimowych, ponurych dniach, w których światło słoneczne widzimy przez 8 godzin.
Unikaj jedzenia na mieście, zamawiania jedzenia na wynos lub jedzenia w restauracjach. Oszczędności potrafią być ogromne, tym bardziej przy obecnych cenach, gdzie za jeden obiad z jakimś napojem dla jednej osoby kosztuje kilkadziesiąt złotych (zdecydowanie bliżej stówy).
Wyzwanie #3 – zjadam, nie wyrzucam
To wyzwanie jest trochę powiązane z poprzednim. Jeśli zaczniesz gotować w domu, to będzie to ułatwione zadanie, bo po prostu produkty szybciej będą Ci schodzić.

W tym wyzwaniu najlepiej przyjąć krótki okres, jak np. tydzień. Pewnie sam wiesz, jak trudno jest całkowicie nic nie wyrzucić. Zawsze znajdzie się jakiś jogurt z datą która wskazuje na 2 tygodnie temu czy paprykę, która źle przechowywana szybciej spleśniała.
W tym wyzwaniu oczywiście nie chodzi o to, by na siłę jeść zepsute rzeczy, ale jeśli przez tydzień dasz więcej uważności na to, co masz w spiżarce, lodówce, szafkach i na półkach, to daję głowę, że zauważysz, co powinno pójść na pierwszy ogień.
Skup się na minimalizowaniu odpadów. Postaraj się unikać jednorazowych opakowań i zastanów się nad recyklingiem lub kompostowaniem.
To wyzwanie nie pozwoli Ci zaoszczędzić ogromnej sumy pieniędzy w tydzień, ale być może zapoczątkuje zmianę codziennych nawyków, by w dłuższej perspektywie wykorzystywać max tego, co się zakupiło. To pozwoli Ci oszczędzić pieniądze, jednocześnie dbając o środowisko.
Wyzwanie #4 – 52-tygodnie oszczędzania
To jest wyzwanie typowo skierowane na oszczędzanie. Czasami ciężko jest jednorazowo odłożyć większą kwotę, dlatego warto zacząć od minimum. Ta metoda polega na stopniowym zwiększaniu kwoty, którą będziesz oszczędzać przez następne 52 tygodnie.
W pierwszym tygodniu masz wrzucić do skarbonki 1 zł, następnego tygodnia 2 zł, kolejnego 3 zł i tak do końca roku. Zwiększasz kwotę o 1 zł każdego kolejnego tygodnia.
Brzmi banalnie, ale pod koniec z roku z “niczego” w skarbonce lub też koncie oszczędnościowym zobaczysz kwotę 1378 zł.
A kwotę tę możesz od razu dobrze ulokować na koncie oszczędnościowym w Pekao S.A., zgarniając przy tym premię 200zł na start:
Wyzwij się od najlepszych!
Pamiętaj, aby po każdym takim wyzwaniu zweryfikować, co się udało, a czego się nie udało osiągnąć.
Jeśli potknie Ci się noga, to nie rzucaj wszystkiego, bo jeśli wykonasz 80 czy 90% celu, to nadal będziesz o tyle do przodu. Nie zakładaj, że wygrany to tylko ten, który osiągnął cel w 100%.
Podziękuj sobie za wytrwałość , chęci i wyrzeczenia. Każdy krok i każda próba jest ważna w dążeniu do doskonalenia siebie i swoich przyzwyczajeń. Najważniejsze to próbować i nie spoczywać na laurach.



Dodaj komentarz